Parenting Wyróżnione

Samotni w rodzinie

dlonie

Kiedy sama byłam szczylem miałam dwie babcie, dwóch dziadków i prababcię. Ogromne szczęście. W dodatku cała familia mieszkała w tym samym mieście i mogłam każdego z nich odwiedzić, jak tylko miałam takie życzenie. I chodź dziś z tego zacnego grona została tylko babcia, to od każdego z nich dostałam najpiękniejszy dar – czas. Całe mnóstwo czasu i miliony wspomnień. Warte więcej niż miliony monet.

Samotne wnuki

Dziś problemem nie jest wiek dziadków. Babcie jeżdżą na rolkach, dziadkowie ogrywają wnuki na PS4. Luz. Świat się zmienia. I dobrze. Świat też staje się coraz mniejszy. Przeprowadzamy się za pracą, domem, marzeniami. Budujemy swoją przyszłość z dala od rodzinnych miast. Zakładamy swoje rodziny. Jesteśmy szczęśliwi, jednak z odrobiną goryczy… W Polsce tylko w 2015 roku prawie 400 tysięcy osób opuściło swoje rodzinne miasta na stałe. Ponad 40% z nich jest w wieku od 20 do 34 lat (2). To właśnie oni zakładają potem rodziny z dala od swoich rodziców. Skazani na samodzielność. Kiedyś mawiano, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. Dziś to wioska globalna i znacznie dalej nam w niej do siebie. Jasne, mamy telefony, internet. Bogu dzięki za skype’a. Tylko to wszystko za chiny nie zastąpi porannej rozmowy przy kawie, czy gadania po nocach o dupie Maryni.

Prawie ¾ Polaków ma poczucie, że zawdzięcza coś swoim dziadkom. To dużo. Najczęściej jesteśmy wdzięczni za ich wkład w wychowanie i opiekę oraz miłość, jaką nas darzyli (65%). Czy trzeba dodawać coś więcej? Ale to nie wszystko. To babcia i dziadek uczą nas obowiązkowości, pracowitości, ale też historii rodziny i kraju. W co czwartym dorosłym Polaku to dziadkowie rozbudzili pasje. Mamy za co być wdzięczni. (1)

Samotni dziadkowie

Nie bez znaczenia w tym wszystkim jest właśnie czas, który nam poświęcili. Większość tych, którymi w dzieciństwie opiekowali się dziadkowie (83%), dziś czuje, że ich kontakty z nimi są bliskie. (1) To namacalny dowód, że miłość procentuje. Ta relacja ma zdecydowanie więcej plusów, niż minusów. Wyżej wymieniam tylko te, które dotyczą młodszych, a zyskują nie tylko oni. Właśnie z tych powodów powstają miejsca, jak przedszkole i dom opieki w jednym. Wprawdzie zmienia się obraz babci, która czeka bezczynnie, aż na emeryturze zajmie się wnukami. Dziadkowie już nie czują się niepotrzebni, bo kiedy wnuki pojawiają się na świecie, oni dalej mają „swoje życie”. Ale opieka nad młodszymi, nawet okazjonalna, daje im na nowo szansę do bycia młodym, przekazywania swoich doświadczeń, pasji i dzielenia z nimi radości.

Samotne dzieci

Samotni dziadkowie i wnuki to nie jedyny minus tej sytuacji. Mi – dziecku – też nie jest tak dobrze, jakbym chciała. Wiem, że wyjazd z rodzinnego miasta to był mój świadomy wybór. Jednak dopiero teraz zaczęłam dostrzegać jego minusy. Przez ostatnie lata powroty do domu sprawiały mi przyjemność. Tym razem było inaczej. Po całym miesiącu wakacji u rodziców, powrót był jak odwyk. Ciężko mi było wrócić do własnego domu, bo wydawał mi się bardziej pusty niż zwykle. Spacery nie dawały tyle radości, bo brakowało towarzysza. Nigdy w życiu nie miałam tylu pytań do mojej matki, kiedy sama nie stałam się rodzicem. Jej wiedza i doświadczenia stały się nad wyraz cenne. Wcześniejsze „wiem lepiej” zamieniło się na „mamo, powtórz jeszcze raz tylko wolniej”. Tego nie przewidziałam wybierając swoje miejsce na ziemi.

Po kilku dniach po powrocie do domu przywykłam, ale w głowie myśl już zakiełkowała. Coraz częściej zastanawiam się, jakby to było mieszkać bliżej rodziców. Móc wyskoczyć w niedziele na obiad, nie pakując uprzednio samochodu jak na miesięczną wyprawę. Zawsze są dwie strony medalu i wiem, że Młody będzie miał gdzie jeździć na wakacje. Tylko czy na pewno skorzysta na tym więcej, niż z regularnego wspólnego czasu z dziadkami? Na to pytanie nie potrafię sobie odpowiedzieć…

Szykując się do napisania tego tekstu wpisałam w wyszukiwarkę hasło „dziadkowie i wychowanie”. Większość odpowiedzi dotyczyło problemu wtrącających się teściów. I myślę sobie, że to dobrze. Bo póki mamy się z kim spierać o wychowanie, tak długo znaczy, że z tym wychowaniem nie zostaliśmy sami. Dalej nie jestem pewna, czy odnalazłabym się w wielopokoleniowym domu. Nad wyraz cenię sobie ciszę własnego domu. Jednak mam poczucie, że nie doceniamy kontaktu, kiedy jest na wyciągnięcie ręki.

 

 

 

 

 

 

  1. Komunikat z badań CBOS „Rola dziadków w naszym życiu”. Warszawa, 2012
  2. Rocznik demograficzny 2016, Główny Urząd Statystyczny. Warszawa, 2016

Zobacz także

  • Gosia

    Tak rozstania z rodziną, dziadkami swoich dzieci i wszystkimi bliskimi to nie dla mnie. Zdecydowanie chyba bym nie umiała podjąć takiej decycji. Choć niektórzy nie mają innego wyjścia i muszą zrobić ten krok.

    • Anna Prokopowicz

      Czasem też podejmujemy taką decyzję bez przymusu i kiedy zaczynamy żałować, wyrzuty sumienia są większe.

  • Roman Sidło

    Co do tej migracji, o której wspomniałaś na początku… sam teraz staję przed takim dylematem i wiekowo wpisuję się w przywołaną przez Ciebie statystykę. W moim przypadku to wielki ból serca, bo tutaj mam rodzinę, tutaj mam przyjaciół, ale sytuacja na rynku pracy jest tak fatalna, że ani ja, ani narzeczona nie możemy zrobić kroku naprzód. Dlatego zastanawiamy się nad wyjazdem i coraz więcej argumentów przemawia za tym, że jednak opuścimy Częstochowę w najbliższej przyszłości.

    • Anna Prokopowicz

      Tak już ten świat jest skonstruowany :-/ Niestety nie zawsze od razu myślimy o wszystkich konsekwencjach takich decyzji. Może i dobrze, bo wtedy trudniej byłoby ruszyć do przodu.

  • Dorota Kocot-Rzepka

    Dziękuję za ten artykuł. Doceniamy bogactwo kontaktów rodzinnych, międzypokoleniowych najczęściej, gdy je tracimy. Bądź ze względu na odchodzenie bądź ze względu na wyjazdy….Dlatego warto się nimi cieszyć i doceniać, póki są:)

    • Anna Prokopowicz

      Jeszcze żeby człowiek był mądry zawczasu, a nie dopiero po… Zapraszam częściej 🙂

  • serafinka

    Czy jesteśmy blisko czy daleko od siebie to najważniejsza jest pamięć i szacunek wzajemny.!
    Z bliskiej rodziny mam tylko swoją córę. <3 Kocham nad życie, ale o ile życie było by weselsze gdy rodzina była w komplecie …

    • Anna Prokopowicz

      Szkoda tylko, że tak szybko o tym zapominamy, kiedy faktycznie rodzina jest w komplecie. Wszystkiego dobrego!

  • Rola dziadków jest ważna, ale czasami lepiej wychowywać dzieci z dala od domu rodzinnego, żeby nie zostały skażone negatywnymi emocjami czy frustracją, który mogły mieć też wpływ na wyprowadzkę i przymusową samodzielność.

    • Anna Prokopowicz

      Jasne, sytuacji jest tak wiele, jak ludzi. Nie sposób wszystkie opisać. Czasem faktycznie lepiej grubą kreską odciąć się od przeszłości. Chociaż to na pewno też nie jest łatwe.

  • Piękny tekst. Aż łezka zakręciła się w oku, bo mam podobne wspomnienia do Twoich z dzieciństwa – dwóch dziadków i dwie babcie oraz jedna prababcię. To był piękny czas, jaki od nich otrzymałam. Wspomnienia mam do dziś. Dziadek, który odbiera mnie z przedszkola i wiezie na bagażniku to jedno z nich 🙂

    • Anna Prokopowicz

      Wspomnień z dróg powrotnych z przedszkola również mam najwięcej 🙂

  • Piękne. Fajnie, że o tym napisałaś, bo mam wrażenie, że samotność w tłumie to plaga dzisiejszych czasów..

    • Anna Prokopowicz

      Niestety :/ Nie zawsze też umiemy sobie z tą samotnością poradzić.

  • Mnie czasami brakuje babci na wyciągnięcie ręki, ale nie umiałabym chyba żyć na stałe.

    • Anna Prokopowicz

      Bo życie na stałe razem też jest trudne. Niby człowiek zwierzę stadne, ale trudno czasem w tym stadzie się odnaleźć.

  • Niestety, takie czasy, że wiele osób musi wyjeżdżać, żeby godnie żyć. Traci na tym rodzina, nasze relacje. Smutne, ale prawdziwe.

  • Oj prawda, sama prawda… U nas na szczęście układ prawie idealny, nie mieszkamy razem jako wielopokoleniowa rodzina, ale mamę i teścia mam naprawdę blisko i absolutnie zawsze mogę liczyć na ich pomoc. A obserwowanie relacji moich dzieci z dziadkami – bezcenne…

    • Anna Prokopowicz

      Mnie zawsze rozczula widok mojej mamy z Młodym lub mojej babci. Takie relacje bywają najcenniejsze.

  • Och, jak mi się podoba taki mądry, zrównoważony tekst, pisany z taką nostalgią. Ja jako dziecko miałam babcię i dziadka w tym samym mieście, teraz moja córa też ma dziadka i dwie babcie na miejscu, więc na szczęście mają kontakt w miarę regularny i widzę jak to jest dziecku potrzebne 🙂

    • Anna Prokopowicz

      Tylko pozazdrościć 🙂 Babcie bywają niezastąpione

  • dla mnie rodzina jest ważniejsza niż kariera. jestem jedynaczką i nie wyobrażam sobie wyjechać na drugi koniec Polski lub za granicę, zostawiając daleko rodziców

  • Parę miesięcy temu przeprowadziłam się ponad 600 km od domu rodzinnego – od taty, ostatniej babci, brata. Tęsknota mi jeszcze nie doskwiera, przynajmniej nie w jakiś męczący sposób. Trochę smutno będzie w pierwsze święta, to wiem. Dom odwiedziłam jak na razie tylko raz i było… dziwnie. Jakoś tak inaczej, gdy przyjeżdża się jako gość, a nie wchodzi jak do siebie. Inaczej się patrzy na swój dom. Muszę przywyknąć 🙂

  • Karolina

    Jest to duży problem. Każdy ma w rodzinie taką sytuację, każdy ma znajomych przyjaciół, którzy wyjechali zostawiając bliskich. Jest to smutne. Odkąd zostałam mamą widzę, jak ważny jest kontakt dziecka z dziadkami i przykro że niektóre dzieci tego nie mają. Jeszcze bardziej mi przykro jak widzę starsze osoby, które zostały w Polsce same, bo dzieci i wnuki wyjechały za granicę.

  • women’s diary by natalie

    Ja również wyjechałam przed 3 laty do Niemiec. Na początku było mi strasznie ciężko ale na razie nie mogę pozwolić sobie na powrót i też na razie nie chcę, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego miejsca i uwiłam sobie tutaj gniazdko. Do domu mam 700 km a rodzinę odwiedzam 2 – 3 razy w roku. To bardzo mało ale nic na to nie poradzę. Teraz tym bardziej tęsknię, kiedy jestem w ciąży i potrzebuję pobyć z bliskimi. Już nie mogę doczekać się świąt 🙂

  • Poruszyłaś bardzo ważny, ale i smutny temat. Mam w rodzinie takie przypadki. Choć przyznam szczerze, że rodzinę, która mieszka kilkaset km ode mnie widzę częściej, niż tą, która mieszka po sąsiedzku. I to też jest przykre, że nie doceniamy bliskości tych, których mamy na wyciągnięcie ręki. Sama osobiście nie mam wielkiego problemu, by widzieć rodzinę zaledwie kilka razy w miesiącu (dla innych z kolei luksusem jest widzenie się raz na rok) i oddalać się od niej na 150 km. Mój narzeczony jednak jest bardzo związany z rodziną i wielokrotnie podkreśla, że w przyszłości chciałby mieszkać blisko niej. Będę musiała pójść na kompromis, bo wiem, jak ważne dla niego są kontakty z rodzicami i dziadkami.

  • smutno mi się zrobiło, bo ja nie tyle, że jestem w innym mieście to jestem w innym kraju…. narazie nie mam dzieci i nie to jest moim problemem, ale właśnie ten niedzielny obiad, czy wspólny spacer. Coraz bliżej mi myśli, że jednak wrócę, mamy jedno życie i chyba nie chcę go spędzić samotnie… z drugiej strony wyjeżdzamy za pracą a to ważny element życia..