Parenting

Nie jestem tylko matką

mama

Ostatnie dni, tygodnie mocno kopnęły mnie w tyłek. Choć od pojawienia się dziecka na świecie minęło już prawie 10 miesięcy, to chyba zmiany najsilniej odczułam właśnie teraz. Próbowałam znaleźć tę dziewczynę, którą byłam przed ciążą. I z przerażeniem stwierdziłam, że jej już wcale nie ma.


Zanim jakaś matka idealna rzuci kamieniem zaznaczę, że uwielbiam być rodzicem i kocham tego brzdąca ponad moje życie. Ba, ja chyba nawet na to czekałam całe swoje życie. Bo kiedy małe dziewczynki wyobrażają sobie siebie w białej sukni, ja marzyłam o byciu mamą. Nie zamieniłabym mojego życia na żadne inne, ale…

Czy matce wypada być smutną?

Od porodu, jeszcze w okresie typowego baby bluesa, kiedy tylko zaczynałam być smutna, beształam się w głowie „o co ci chodzi dziewczyno? Przecież masz wszystko!”. Nie bardzo dawałam sobie prawo do gorszych dni, nastroju czy bycia zwyczajnie złą. Na siebie, bogu ducha winnego męża, sąsiada czy cały świat. No bo jak to? Chciałaś dziecko? To masz! Czego głupia narzekasz? O co ci chodzi? No i w taki sposób, jeszcze zanim sama doszłam o co mi chodzi, to już nastrój się zmieniał, bo gdzie tam matce wypada być nieszczęśliwą…

Ostatnio jednak częściej niż zwykle dopadał mnie gorszy humor, a w ubiegłym tygodniu obudziłam się zła. Zupełnie nie wiedziałam na co i po co. Ale byłam wściekła. Mogłabym zabijać wzrokiem. I chyba pierwszy raz zamiast z tą złością walczyć, pozwoliłam jej mnie opanować. Lojalnie ostrzegłam męża, by nie potrzebnie się nie narażał. I chodziłam sobie taka naburmuszona, aż w końcu doszłam, o co mi do jasnej cholery chodzi.

Podporządkowałam życie pod dziecko. Żeby nie było, świadomie i dalej z tego wyboru jestem zadowolona. Tylko przyszedł moment, kiedy ta decyzja zaczęła mnie lekko podgryzać w tyłek. A bo to lęk separacyjny i mama potrzebna zawsze, a to ząbkowanie i tylko ramiona mamy pomagają. Doszliśmy do momentu, w którym siku coraz rzadziej robię sama. Na dodatek od pół roku mąż jest ze mną w domu (co jest zbawienne), co oznacza że od pół roku non stop przebywam z kimś. Serio. Zawsze. Już nawet nie pamiętam, jak to jest być samej ze sobą. A o byciu samej ze sobą i nie robieniu wtedy np. prania to już nawet nie marzę.

Czas dla mnie

Wymyśliłam plan naprawczy. Powoli i spokojnie. Nie wyjadę sama na tydzień. Nie od razu 😉 na początek drobne przyjemności. Fryzjer, bo już strach patrzeć w lustro. Może jakaś dorywcza fucha, żeby poczuć się intelektualnie zdolną do czegoś więcej niż recytowanie Brzechwy z pamięci. Na końcu tego planu jest kurs, taki dwudniowy. Szaleństwo. No i trochę więcej czasu dla mnie. Takiego zwykłego. Na gapienie się w sufit i niebycie na wiecznym „czuju”. Uda się?

Drogie Mamo, nie popełniaj mojego błędu. Twój maluch potrzebuje Cię jak tlenu, ale potrzebuje mamy szczęśliwej, spokojnej, o wyspanej nie wspomnę.

fot. crkmaga/pixabay.com

Zobacz także

  • Miałam tak przy pierwszym dziecku tyle, że o sobie zaczęłam myśleć znacznie wcześniej. Mąż bez problemu zostawał z synkiem w domu, a ja mogłam na spokojnie iść na zakupy, czy na kawę. Teraz przy drugim kompletnie zmienia się perspektywa. Czas leci, jak szalony. Maluch ma już 4 miesiące, a ja nie myślę o czasie dla siebie, tylko chłonę te chwile. On zaraz będzie duży. Pójdzie do przedszkola i nie będzie mnie już tak potrzebował. Tylko teraz jestem taką mamą na 100 % czasu :-).

  • Matka Wielowymiarowa

    Kochana, musisz być trochę egoistką, bo siedząc z dzieckiem w czterech ścianach można zwariować. Owszem, bycie mamą to cudowna sprawa, ale nie wolno zapominac o sobie. Nie raz będziesz siębesztać za takie myslenie i nie raz ktos ciebie zbeszta, ale zdrowy egoizm jest w zyciu potrzebny 🙂 trzymaj się 🙂 Karol Andras

  • Ja po 3 miesiącach w domu miałam dość, tupnęłam nogą i zostawiając męża z dzieckiem, a także z uwczesnym ściągniętym mlekiem, wyszłam do galerii, spotkać się z koleżanką, wypić kawę, zjeść ciastko, aż na 5 godzin! nie czuje się z tego powodu jakaś gorsza, tylko uważam, że nam tez się nalezy chwila „samotności”! Wiadomo, że my mamy kochamy swoje dzieci, jednak czasem od tej miłości trzeba odpocząć.

  • Oj tak – byłam tam. Ba! Czasem myślę, że nadal jestem! Ale też – nie daję się. Inwestuję w siebie – w kobietę, nie matkę. I…. od razu mi lepiej 🙂

  • Faktycznie wiele kobiet ma ten problem po pojawieniu się dziecka, czytam o tym często, widzę dużo rad, ale obawiam się, że to mnie nie uchroni przed podobnym losem. Chyba są to takie etapy przed które po prostu trzeba przejść i wnioski do jakich samemu trzeba dojść.
    Tak czy inaczej życzę powodzenia w pobyciu samej ze sobą i zadbaniu o siebie :*

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Każda mama powinna pamiętać o tym, że jest również żoną/partnerką i kobietą. Bez tego trudno o równowagę psychiczną, która przecież dla naszego dziecka też jest bardzo potrzebna 🙂 Szczęśliwa mama – to i szczęśliwe dziecko 🙂

  • Najczęstszy i dla mnie najbardziej niezrozumiały błąd, jaki popełniają kobiety tuż po urodzeniu zdrowego (!) dziecka, to całkowite zrezygnowanie z siebie. Prędzej czy później takie podejście odbija się nie tylko na matce, ale i na dziecku oraz relacjach z otoczeniem. Mam trójkę dzieci i żadne w niczym mnie nie ograniczyło, wręcz przeciwnie. Urlopy macierzyńskie wykorzystałam na zajęcie się nie tylko dzieckiem, ale też swoimi pasjami, odnowieniem kontaktów towarzyskich i rozwojem osobistym.

  • Mama Tosiaczka

    Świetny tekst. Chyba każda kobieta,która zostaje matką przechodzi przez to samo. Gdzieś w głebi serca też tęsknię za sobą z okresu sprzed ciąży.Miałam więcej czasu na wszystko,łatwiej mogłam znaleźć pracę niż teraz itp..Ale gdy spojrze na mojego synka to jestem najszczęśliwsza na świecie.Staram się nie zapominać przy tym że jestem kobietą.Lubię dbać o siebie i ładnie wyglądać. Czasami taka mała próżność jest nam potrzebna. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

  • Świetny tekst! Jestem na początku tej drogi, póki co sukcesem jest wyspać się, zdrzemnąć w ciągu dnia razem z dzieckiem:) Doceniam każdą chwilę „tylko dla siebie”, przez co jeszcze lepiej je wykorzystuję:)