Parenting

Moje lęki to moja sprawa

strach

Jestem panikarą, a odkąd zostałam mamą, jestem panikarą totalną. Serio. Mam czarny pas w czarne scenariusze. Znam je wszystkie. Rzuć hasło, a wymienię wszystkie możliwe złe konsekwencje. Strach o najbliższych to mój dobry kumpel. Znamy się, jak łyse konie. Żyje w mojej głowie od lat. A ja się teraz głowię, co zrobić, żeby ten strach się z moim synem nie poznał…

Wmawiam sobie, że tworzenie tych czarnych scenariuszy to mój sposób na oswojenie lęku. Że wymyśliłam co bym zrobiła, gdyby i jak to „gdyby” nastanie to ja już będę wiedziała, co robić. Ot takie kolorowanie rzeczywistości, bo w rzeczywistości to ja po prostu boidupa jestem. Widzę zagrożenia, zanim się pojawią na horyzoncie. Analizuję sytuacje po stokroć, obmyślam plan B, C i Ź. Jakaś wewnętrzna siła mi każe. Przywykłam.

Od roku jednak walczę ze swoją naturą i mam zamiar w końcu wygrać. Bo najgorszy prezent, jaki mogę podarować swojemu dziecku to moje wszystkie lęki o niego. Więc walczę i duszę w zarodku każde „uważaj” przy pierwszych krokach, każde „powoli” i każde „mama to zrobi”. Uczę się mówić „jestem”. By opatrzyć stłuczone kolano, wytrzeć łzy, patrzeć, jak biegnie dalej. Wiem i wierzę, że będzie biegł coraz dalej, coraz rzadziej odwracał się w moją stronę. I z całego serca chcę, by się nie bał, nie obawiał tego, co za zakrętem. Biorę to na siebie. Za wiarę w jego siły, kupuję wszystkie strachy. Schowam się z nimi w łazience, by mnie nie znalazł. Napiszę kilka czarnych scenariuszy, bo mogły się zdarzyć tylko te w jasnych barwach.

Cały czas szukam skutecznej recepty. Jak bać się i nie przestraszyć innych. Nie przekazać swoich leków i pozwolić uczyć się na własnych błędach. Jeśli ktoś zna odpowiedź, niech wali jak w dym. Kupuję w ciemno za miliony monet.

 

fot. pixabay.com/xusenru

Zobacz także

  • Dobrze to rozumiem, ja też od zawsze jestem panikarą, a teraz gdy mam córeczkę często pokazują mi się czarne scenariusze. Życzę powodzenia w walce z tym

    • To ja również życzę, żeby się te czarne scenariusze nie pojawiały zbyt często. Wszystkiego dobrego dla Was, dziewczyny! 🙂