Parenting

Matka Karmiąca u lekarza

leki

Ostatnie tygodnie przejechały nas jak czołg. Każdy zaliczył wyjątkowo upierdliwe choróbsko. Młody ząbkuje… pełną gębą, smog na długo uwięził nas w domu i zabrakło nam ogrzewania. Spędziłam kilka dnia sam na sam z bąblem i pokonał mnie z kretesem. Sama też po raz pierwszy od porodu rozchorowałam się tak bardzo, że domowe sposoby przestały działać. Skończyło się na wizycie u lekarza i antybiotyku. Wizyta jednak nie należała do udanych…


Dalej karmię Młodego piersią, więc łykając jakąkolwiek tabletkę zastanawiam się trzy razy, czy faktycznie jest mi niezbędna. Niestety nie wszyscy lekarze myślą w ten sposób. Ze względu na ilość chorych w ostatnich dniach trafiłam do zupełnie przypadkowego lekarza. Wszystko jedno, zależało mi, żeby szybko stanąć na nogi. Wizyta przebiegała, jak każda inna. Na moją informację, że karmię piersią, pani doktor zapytała, w jakim wieku jest dziecko. Dziwne, ale ok. Jaki był cel pytania, dowiedziałam się za chwilę. Pani doktor uznała, że skoro dziecię ma 9 miesięcy, to żywi się bardziej stałymi pokarmami niż moim mlekiem. Mój sprzeciw nie zrobił na niej większego wrażenia, bo stwierdziła, że nie będzie wielką szkodą, jeśli zapisze mi lek… niewskazany dla kobiet karmiących. Oczywiście nie powiedziała tego na wizycie. Odkryłam to tuż przed wizytą w aptece, kiedy sprawdziłam zapisane specyfiki w Laktacyjnym Leksykonie Leków. Zajęło mi to 30 sekund. Wszystkie leki podzielone są na grupy i łatwo przekonać się, który z nich jest dobry dla kobiet w ciąży czy karmiących. Pani doktor nie poświęciła tyle czasu, żeby upewnić się, że zapisuje mi bezpieczne leki. Dodam, że mój przypadek nie należał do tych wyjątkowo ciężkich i dla wyleczenia nie warto było ryzykować, a z pewnością bardziej dociekliwy lekarz znalazłby bezpieczny odpowiednik przepisanego leku.

Zaufanie kontrolowane

Ja sprawdziłam. Moje zaufanie do lekarzy od dawna jest ograniczone i sprawdzam, co mogę. Dzięki mojej ostrożności zareagowałam w porę, kiedy w szpitalu lekarz „z przyzwyczajenia” zwiększył, zamiast zmniejszyć dawkę zaordynowanego leku. Zawsze sprawdzam wydaną dawkę leku, jego nazwę czy datę ważności. Wypadki się zdarzają. I lekarze i farmaceuci to ludzie, którzy mogą mieć gorszy dzień, mogą popełnić błąd. Nie chcę wieszać na nikim psów, choć konsekwencje ich pomyłek mogą być dramatyczne w skutkach. Wkurza mnie natomiast niemiłosiernie pewnego rodzaju olewanie: pacjenta i swojej pracy. Bo jak inaczej można nazwać przepisywanie leku, który może być niebezpieczny, zamiast sprawdzenie i rzetelne wypełnienie swojego obowiązku. Niestety w przypadku karmienia piersią takie kwiatki zdarzają się dość często, a nie wszystkie pacjentki będą sprawdzać. Spora część ludzi ufa lekarzom bezgranicznie i przyjmują wszystko zapisane na recepcie bez większej refleksji.

„To woda, nie mleko”

Problem jest znacznie większy. Lekarze rodzinni nie mają chyba za często kontaktu z matkami karmiącymi, więc nie mają powodu, by wiedzę na ten temat uzupełniać. Tego argumentu nie da się natomiast użyć w przypadku pediatrów, a i oni potrafią rzucić radą w stylu „po roku to już tylko woda” czy „mleko nie jest tłuste, trzeba dokarmiać”. W sumie nie powinno mnie to dziwić, skoro moja przygoda z karmieniem piersią też nie miała dobrego początku, mimo opieki pielęgniarki laktacyjnej i położnych. Możesz przeczytać o tym, klikając [TUTAJ]. Z jakiegoś powodu wiedza nt. karmienia jest tajemna i trudno dostępna dla branży medycznej. Najnowsze wytyczne pochowano, a zadawanie pytań karane jest chłostą. Bo jak inaczej wytłumaczyć ciągle powtarzane bzdury?
Smutne to, że w naszym kraju trzeba być naprawdę upartą, żeby skutecznie i długo karmić piersią. Ze swojej strony mogę tylko polecić, żeby w przypadku problemów, szukać wykwalifikowanych doradców laktacyjnych i nie poddawać się za szybko. Efekty z pewnością są warte wysiłku.

 

fot. jarmoluk/pixabay.com

Zobacz także

  • Melduję Gotowość

    Dobrze, że jesteś czujna. Karmienie piersią to bardzo indywidualna sprawa każdej matki, ale wydaje mi się, że lekarze nie powinni do tego zniechęcać. Uważam też, że nawet lekarz rodzinny powinien mieć w tej kwestii jakąś wiedzę. Skoro Tobie 30 sekund zajęło sprawdzenie tego leku to i lekarka powinna mieć dostęp do tej strony i to sprawdzić.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Jako mama adopcyjna nie mam zbyt wielkiego pojęcia o karmieniu piersią oraz lekach, które można w takiej sytuacji zażywać. Jedno wiem na pewno – zaufanie do lekarzy zawsze powinno być ograniczone 🙂

  • Zgdzam się, z tym co napisałaś. A niestety, lekarz też człowiek i też zdarzają się im pomyłki… Bardzo niestety

  • O tak… zaufanie do lekarza… Kiedyś musiałam isć do innego lekarza, bo moja doktórka sama leżała chora. Miałam mega grypę. Lekarz zapisał mi antybiotyk, po którym prawie się przekręciłam – jestem uczulona na aspirynę (tak baaaardzo uczulona) i zgadnij co ten antybiotyk miał w składzie… Właśnie. Nie pomogła nawet wypisana na czerwono wielkimi literami informacja na mojej kartotece. Albo lekarz się nie znał, albo zwyczajnie dał dupy. Tak czy owak – teraz czytam ulotki lekarstw wręcz maniakalnie!

  • Aleksandra Ćmachowska

    Niestety masz rację. Ciężko o dobrego lekarza, o czym pisałam po wielokroć u siebie. Sama jestem pielęgniarką i uwierz, że jeszcze bardziej uderza mnie ten ogrom niekompetencji z strony służby zdrowia. Widzę więcej i to mnie przeraża, znam standardy, a ich często szukać na próżno w naszych placówkach. Pani doktor w naszej przychodni prawie zaprzepaściła moje karmienie piersią, na szczęście udało nam się ocknąć i na czas działać. Lekarzom łatwo od razu sugerować mm. Nic nie wiedzą o laktacji, wiec po co sie wysilać? „Karmiłaś już pol roku? Dziewczyno daj spokój”, pewnie dlatego Twoja Pani doktor olała sprawę. Rodzinnego lekarza mam akurat w porządku, tradycjonalistę który niechętnie przepisuje antybiotyki ;). Pozdrawiam, Mamatywna 🙂