Parenting

Karmić pomimo wszystko

karmienie piersią

Na ostatnią chwilę Tygodnia Karmienia Piersią i moja „przygoda”. Ja potrzebowałam miesiąca, całego miesiąca, żeby zacząć się naprawdę cieszyć karmieniem piersią. Wiem, że czasem potrzeba więcej, czasem mniej. Ale powinno to zależeć od matek i dzieci, a nie lekarzy i położnych.

Przed ciążą i w trakcie byłam przekonana, że będę karmić piersią. Byłam też przekonana, że nie ma nic prostszego na świecie. Ot wyciągasz na wierzch cycka i dalej wszystko dzieje się samo. Moment, w którym zorientowałam się, że nic się samo nie wydarzy i w dodatku będzie dużo trudniej niż to sobie zaplanowałam, wycisnął ze mnie sporo łez. Z resztą łzy i karmienie przez pierwsze tygodnie często szły w parze. Ale od początku…

Czy zawsze musi być

W drugiej dobie Młodego usłyszałam radosny okrzyk „on jest głodny, trzeba dokarmiać, chce pani żeby był głodny?!”. No nie, nie chce… Po czym położna wepchnęła palucha do dzioba Młodego i rzekła „widzi? Ssie, głodny jak nic, a pani nie ma mleka…” To cóż ja biedna, niedoświadczona mogłam począć? Tak pewna byłam swego, że do szpitala nawet butli nie zabrałam. Czekała nierozpakowana w szufladzie na święte nigdy. Nigdy nadeszło. Mąż przytachał butle, laktator i zaczęła się zabawa. Zalana łzami dreptałam po mleko. Karmiłam, dokarmiałam i odciągałam. Potem do zestawu doszło karmienie moim mlekiem, ale z butli. A więc cyc, cyc z butli i mm. Młody dalej wykazywał oznaki głodu, więc po przerwie na wyparzenie sprzętów, zabawa zaczynała się od nowa… I tylko wyrzut sumienia w kącie rósł coraz większy, bo nie dość, że głodzę dziecko, mleka i bladego pojęcia, co robię nie mam, to jeszcze położne, jakby obwiniały, że za dużo roboty z taką pierdołą mają.
Nikt nie kontrolował, jak często przychodzę po mm. Nikt nie sprawdzał, ile go nalewam. Ba, nikt mi nie powiedział, że z każdą dobą trzeba podawać go więcej. Miałam ogarnąć to sama. Ale, ale… Do stolika z mleczną mieszanką często ustawiała się kolejka. Takich zalanych łzami, pewnych, że nie nadają się na matki i przekonanych o pustości piersi, a i nawet serca matek było dużo. Za dużo. Był prawie cały oddział. W tamtym momencie wydawało mi się to pocieszające. Nie tylko ja nie radzę sobie z najprostszą czynnością na świecie. Dziś wiem, że powinno być przerażające. Większość tych mam na początku macierzyństwa dostała potężnego kopa w dupę. Część pewnie sobie z tym poradziła, ale wystarczy że jedna się złamała i zrezygnowała z karmienia piersią, to jest to jedna z większych porażek służby zdrowia.
Ja się nie dałam. Trwałam dalej. Choć tego samego nie mogłam powiedzieć o moich brodawkach. One znikły, zostały wyssane z tym nieistniejącym mlekiem. Potem do kompletu pojawił się nawał. To taki przyjaciel każdej matki, która boi się, że ma za mało mleka. Za mało? To teraz masz od groma i jeszcze trochę. Aż ci uszami wyjdzie! Pomoc nadchodziła z każdej strony. Niestety z każdej strony inna… „Masować. Nie masować. Okładać kapustą. Brodawki smarować mlekiem. Maścią. Łzami jednorożców” Wszystkie równie skuteczne. Na kaszel lekarz (choć pewności nie mam, biały fartuch, to mógł być rzeźnik) zaproponował mi lek na… USPOKOJENIE! Lojalnie ostrzegając, że dziecko (i tak nieprzytomne z powodu żółtaczki) może być bardziej ospałe.

Warto walczyć

I mimo, że szpital w stolicy naszego jakże przyjaznego karmieniu piersią kraju, mimo, że na około plakaty, jak to wspaniale dbają o matki karmiące, a co rano przybiegała położna laktacyjna i radośnie macała po obolałych piersiach, dziś, Droga Mamo, żeby karmić musisz mieć cholernie silną wolę. Musisz bardzo chcieć, bo na drodze staną nawet ci, którzy powinni wspierać i edukować. Droga Mamo, dasz radę. Mimo wszystko. Mimo bólu, łez i wszystkich, którzy będą Ci doradzać. Jeśli tylko karmienie piersią jest tym, czego chcesz to z pewnością dasz radę.
I lekarze/położne, wcale nie drodzy, weźcie się do jasnej cholery do roboty! Przestańcie się opierniczać i nauczcie się w końcu swojego zawodu. Po tych paru latach w szpitalu wypadałby coś wiedzieć o kobiecym mleku. Uczcie się i sprawdzajcie co się zmienia. I nie zapominajcie, nigdy, że to co powiecie ma zawsze wpływ na dwa życia. I weźcie za to odpowiedzialność!

Zobacz także

  • Sylwia Antkowicz

    Wiele mam karmiacych mm mówi, że są obrażane od „złych”matek, że spotykają się z naciskiem na karmienie piersią. A właśnie czy ktoś zauważa, jaki jest w szpitalu nacisk na mm? Chyba w każdym polskim szpitalu kobieta słyszy, że „dziecko się nienajada”, „jest głodne”, „nie ma pokarmu”. Ja co prawda tego nie usłyszałam, ale… koleżanki z sali poradziły mi bym na noc wzięła sobie buteleczkę mm, bo inaczej nie przetrwam nocy. I że każda kobieta tak robi. Więc ja nieświadoma pobiegłam po mm na zapas. Nikt nie zapytał po co je potrzebuję. Nawet 1 położna powiedziała do drugiej „daj jej od razukilka buteleczek, co będzie latać co chwilę”. Eh… jestem z zsiebie dumna, ze buteleczka pozostała nie otwarta. Chociaż tak jak ty dopiero po ok miesiącu polubiłam karmienie, ale to ze względu na to, że na początku ciągle bolały mnie brodawki.

    • Tu się nie zgodzę. W jednym szpitalu miałam wybór sama jal chce karmić, w drugim byłam zła gdy nie dałam rady kp bo córka tak mi sutka zajechała. Patrzyły na mnie jak na zło konieczne. Suma sumarum, karmiłam tylko córkę, bo syn na mm był od urodzenia praktycznie, ale to wina szpitala. Musze się zebrac i napisać jak to ja przeszłam, bo mam porównanie mm do kp. To będzie ciekawy wpis 😉