Parenting

Jedna sytuacja, która sprawiła, że jestem lepszą matką

macierzyństwo

Po powrocie ze szpitala całą byłam jednym wielkim pytaniem. Macierzyńswto zaskoczyło mnie, jak zima drogowców. Kwestionowałam wszystko, co do tej pory wiedziałam. Wydawało mi się, że wszystko robię źle. Byłam pewna, że z tym małym kwilącym stworzeniem jest coś nie tak. Moim marzeniem było jakieś lekarskie zaświadczenie, że Młody jest zdrowy. Powiesiłabym sobie to na lodówce i zerkała przy każdej wątpliwości. Dałabym sobie rękę uciąć, że jestem złą matką. Te wątpliwości zżerały mnie od środka. Nie wiele mi brakowało, żeby kompletnie zwariować…

Choć mój mąż i mama non stop powtarzali mi, że wszystko jest ok, że daję radę i idzie mi to naprawdę dobrze, ja nie potrafiłam w to uwierzyć. Każdą decyzję próbowałam rozłożyć na czynniki pierwsze, przeanalizować każde za i przeciw. To jednak nie pomagało. Wątpliwości nie znikały. Tylko funkcjonować trzeba było dalej. Najgorsze było to, że za żadne skarby nie potrafiłam sobie zaufać. Z do tej pory racjonalnej osoby, stałam się kłębkiem nerwów w panierce z hormonów. Z jednej strony wiedziałam, że tak może być, z drugiej – to tylko pogarszało moją wiarę w siebie. Czułam, że macierzyństwo mnie przerasta. Na dodatek poród nie należał do lekkich i w każdym zachowaniu Młodego doszukiwałam się jego efektów. Przed oczami miałam same czarne scenariusze.

O wszystko pytałam: męża, rodziców, internet. Każdą jedną rzecz sprawdzałam. Moje przekonanie, że jestem dobrze przygotowana do roli matki znikło w czasie porodu i nie chciało do mnie wrócić. W wolnych chwilach łykałam książki i szukałam tam odpowiedzi. To niestety nie przynosiło oczekiwanego rezultatu. Czułam, że zbliżam się do jakiejś niewidzialnej granicy, za którą już do końca pożegnam się z resztkami rozumu. To nie wyszłoby na dobre ani mi, ani Młodemu.

Przed porodem byłam przekonana, że macierzyństwo pójdzie mi jak z płatka. W końcu miałam już do czynienia z małymi dziećmi, sporo czytałam, miałam własne zdanie i wizję tego, jak chcę, by nasze życie w trójkę wyglądało. Nie wiem czemu pojawienie się Młodego tak bardzo odebrało mi pewność siebie. W końcu nie pierwszy raz w życiu debiutowałam w jakiejś roli. Teraz potrafię sobie to wytłumaczyć tylko w jeden sposób – zależało mi za bardzo…

Któregoś razu na spacerze Młody strasznie płakał. Nie miałam pojęcia co się dzieje i jak mogę mu pomóc. Nie pomagało karmienie, bujanie. Płakał coraz bardziej, a ja razem z nim. Wszystko odbywało się w jednej  parkowych alejek, więc i obserwatorów i chętnych do pomocy nie zabrakło… Z każdą minutą płaczu resztki mojego poczucia pewności uciekały coraz dalej. Przez moment byłam w stanie oddać Młodego na ręce każdemu, kto twierdził, że wie, jak mu pomóc. Niestety usłyszane rady mogłam sobie co najwyżej o kant pociążowej dupy potłuc. Nie wiem czemu, ale w tamtym momencie zrozumiałam, że nie cudze rady i cudze ręce pomogą mojemu dziecku. Ono potrzebowało mamy. Mamy, która wie co robić i jak postępować z własnym synem.

Wiedziałam, że w tamtej chwili muszę znaleźć w sobie siłę, wiarę we własne możliwości. Nie wierzyć, że mu za zimno, za ciepło i że najlpiej jak dam mu wody. Bo JA wiem, że nie. Bo w końcu JA znam moje dziecko i JA wiem, że najpierw potrzebuje mojego spokoju i czułości. Że JA muszę pomóc mu uspokoić się i znaleźć rozwiązanie. Potrzebowałam dużo czasu, żeby dojrzeć do tego momentu. Wdrożyłam plan naprawczy, mocno utuliłam Młodego i powoli pomogłam mu chwycić pierś, spokojnie i pewnie pomagałam mu do skutku. Czując, jak powoli rozluźnia napięte mięśnie, czułam również jak odpływa moja bezradność. On łkał coraz mniej, a ja płakałam coraz bardziej. Z każdą spływającą łzą, wylewałam z siebie poczucie bezsilności, niewiedzy. On potrzebował tylko mnie – swojej mamy. Tylko i aż tyle…

fot. fancycrave1/pixabay.com

Zobacz także

  • Niko Nikodem Sadlowski Sadłows

    Pięknie. To podobnie jak u nas z diagnoza syna. Nie pomożesz dziecku dopóki nie ustawisz sobie w głowie wszystkiego. Piękny tekst

  • Kamila

    Doskonale Cię rozumiem. Teoria bycia matką a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. A najgorsza jest bezsilność. U mnie pomogło na płacze noszenie w chuście. Polecam i Tobie. Powodzenia !

    • Korzystamy już od dawna. Ta sytuacja miała miejsce kilka miesięcy temu, teraz już mniej boję się siebie i swoich błędów. Młody też wydaje się być na nie bardziej odporny 😉

  • Zgodze sie, w maciezynstwie teoria praktyce nie równa! Niestety czasami wyobrazamy sobie za duzo i ukladamy w glowie rózne rzeczy lecz przychodzi czas ze wszystko zostaje zrujnowane i to wszystko trzeba ukladac na nowo, na bierząco. Jesli chodzi o malucha, to życze Ci powodzenia, ja zawsze powtarzam ze mam chyba dziecko cud, mimo iz miala nikle szanse na przezycie reszta potoczyla sie bardzo lekko, brak kolek, spokojne dni i noce, zadnych bólów brzuszka, dokuczajacych zebów i wysokich gorączek, mam dziecko które samo potrafi sie sobą zając, nie draniuje za bardzo i czasami mogę nawet spokojnie odpocząc. A z najgorszych co do tych czas nas spotkalo to jedynie delikatne zapalenie oskrzeli ktore wyleczylismy w 5 dni 🙂

  • Iwona Kosińska

    To tak jakbym czytała o sobie po pierwszym porodzie. Sytuacja niemal identyczna też spacer tylko w chuscie i też ryk do księżyca i oceniających obcych porad moc…np ze dziecko w chuscie plecy bolą…i też tylko i az pomoglam ja i butelka z wodą…

  • Dobrze się czyta, takie szczere historie, gdzie ludzie przyznają się do własnych lęków, obaw, czy niepowodzeń. Ja jeszcze nie urodziłam, a z każdym tygodniem czuję się coraz bardziej nieprzygotowana. Mam wrażenie, że im więcej czytam, tym mniej wiem. W dodatku każdy ma setki dobry rad, a każda inna i połowa się nawzajem wyklucza… A ja już wariuję. Aż się boję co będzie po porodzie… Ale z opowieści każdej mamy wiem, że jakby nie było na początku w końcu wszystko się ułoży i uda mi się znaleźć nić porozumienia z dzieckiem 😉 😉

  • Trzeba uwierzyć w siebie i swoją intuicję. Miałam dokładnie to samo!

  • Nie mam doświadczenia z dziećmi, właściwie nigdy za nimi szczególnie nie przepadałam. Były bo były, są bo są. One to jedno, ja to drugie. Teraz będę mamą i powoli zmieniam nastawienie. Ciężko jest mi zasami wyobrazić siebie w roli matki, prawdopodobnie nie będę idealna, ale jakaś część mnie wierzy, że dam sobie radę i że nie spanikuję.
    I pewnie nie raz, tak jak Ty, popłaczę z dzieckiem, by za chwilę wziąć wdech i odnaleźć w sobie siłę. 🙂