Parenting Wyróżnione Zabawki

Absolutny niezbędnik każdego rodzica

dziecko
Kiedy w domu pojawia się niemowlę, zmienia się wszystko. Znika grający bez sensu telewizor czy głośna muzyka do sprzątania. Częściej szepczemy, a świat zaczyna orbitować koło naszego maleństwa… Spokojnie. Tylko na chwilę.

Razem z pierwszymi dźwiękami, wydobywającymi się z paszczy dziecięcia, znika cisza. Najpierw zastępuje ją płacz. Na szczęście potem dołącza śmiech i całą masa pisków. To one stają się soundtrackiem życia z dzieckiem. Niestety nie wszystkie nowe dźwięki brzmią tak słodko…

Choć będziesz się bardzo starać dobierać zabawko edukacyjne, przemyślane i stymulujące zmysły Twojego dziecka, prędzej czy później w Twoim domu wyląduje jakaś wyjątkowo głośno i upierdliwa zabawka. Z niezrozumiałych przyczyn właśnie na jej widok, młode stworzenie będzie piało z zachwytu. Nawet się nie obejrzysz, jak Twój dom stanie się polem minowym. Każdy krok może skończyć się melodyjką, piszczeniem lub muczeniem krowy. Pułapki czyhają wszędzie. A najgłośniejsze są, kiedy właśnie skończyłaś usypiać dziecko. Dziecko, które jak tylko się obudzi, podrepcze wcisnąć 67 raz ten sam przycisk i uruchomić tę samą melodyjkę…

Na złość rodzicom

Zupełnie nie rozumiem intencji producentów tych zabawek. Ja wiem, że dziecięce zmysły, szczególnie u niemowląt nie działają jak u dorosłych. Ale nie znalazłam badań mówiących o tym, że dzieci rodzą się głuche i trzeba do nich drzeć japę i nawalać głośnymi dźwiękami. Wtedy łóżeczka stawialibyśmy obok szafki z garnkami, a nie w sypialni. Ale chyba nie o taką symulację chodzi…

(Zabawki, która uruchamiają się same albo wydają dźwięki po dłuższym czasie ciszy, np w nocy powinny być surowo zakazane, a ich producenci karani chłostą!!!)

Ale na to wszystko jest sposób. Tani i prosty. Sposób, który uchronił mnie przed przebiciem sobie bębenków pierwszym lepszym ostrym narzędziem, a nasze małżeństwo uchronił przed rozwodem. Co więcej, kosztują nie całą złotówkę i potrafi zupełnie odmienić życie rodzica.

Taśma klejąca! Przezroczysta, szara, biała, w mamucie ogonki. Wszystko jedno. Każda działa tak samo. Odpowiednia ilość warstw i dźwięki wydobywające się z piekielnych zabawek od razu stają się przyjemniejsze. Pisząc ten tekst sprawdziłam dokładnie: każda zabawka Młodego, która raczy nas jakąś melodią, został skrzętnie zaklejona. Raz na jakiś czas sprawdzam tylko, czy taśma dalej dobrze trzyma, zanim mała zwinne rączki ją odkleją i wsadzą do paszczy. Jeśli tak jak ja, jesteście uczulone na wszystkie radosne melodyjki, wygrywane po 1000 razy z rzędu, tak głośno, by sąsiedzi słyszeli – taśma klejąca uratuje Wam tyłek. Polecam z całego serca! 🙂 🙂 🙂

 

fot. Ben_Kerckx/pixabay.com

 

Zobacz także

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    My zawsze staramy się sprawdzać przed zakupem, czy wydawane melodie są względnie znośne dla naszych uszu. A jeżeli Młody mimo wszystko dostanie w prezencie jakiś bardzo głośny i denerwujący sprzęt – to po jakimś czasie wyciągamy z niego baterie i mówimy, że się popsuł 😉

  • Och Wychowanie

    Jak widać można sobie poradzić z każdą sytuacją. Podpowiedź jak najbardziej do wykorzystania dla zainteresowanych. A propos śliczne zdjęcie maluszka 🙂

  • Jejciu, jak ja nie cierpiałam tych melodyjnych zabawek, zaraz podlegały wyciszeniu poprzez wyjęcie baterii. A tu bardziej praktyczne rozwiązanie. 🙂

  • Aleksandra Ćmachowska

    Haha rozumiem Cię doskonale! Producenci, jak producenci ale moja rodzona mama wybrała dla swojego wnuczka plastikowego słonia. Słonia, który przy każdym ruchu wydaje dźwięk. W rączkach małego dziecka to istny armagedon :). Oczywiście ta zabawka to genialna rzecz dla mojego synka! Ubóstwia ją! Pozdrawiam, Mamatywna.

    • My w „spadku” dostaliśmy wielką kostkę. Każda z jej ścianek potrafi wydawać milion dźwięków. Potrafi się też odezwać niewzywana. Głowa mnie boli od patrzenia na nią, a Młody uparcie ją męczy 🙂

  • Haha dokładnie tak 😀 U nas liczba grających zabawek została ograniczona do minimum, czyt 2 😀

    • Też dobre rozwiązanie, tylko dlaczego dzieci te najgłośniejsze lubią najbardziej?

      • My sami nie kupowaliśmy. Zdarzyło się, że znajomi kupili w prezencie. Właśnie powiem Ci, że zainteresowanie było tylko chwilowe i potem i tak leżały w kącie.

  • Jejku, jak ja to znam! My również dzielnie zaklejamy głośniczki…a w chwilach wyjątkowej desperacji – świetnie sprawdza się wyjęcie baterii i udawanie, że się wyczerpały 😛

  • O mamo! Jakie to prawdziwe, tym bardziej, że niektore zabawki dają nieźle „w gaz”. Przyda mi się to zrobić w akcie deperacji. 😀

  • boże, w życiu bym nie pomyslała że napiszesz o taśmie! nie wpadłabym na to, ale moze dlatego że ja dopiero zaczynam przygodę z zabawkami, z tym że moja jedyna grająca zabawka to karuzela 😀 widze, że wszystko przede mną 🙂

  • Hahaha, ja tym ciągle straszę swojego chłopaka 😛 Jestem świadoma, że nasz dom będzie za pewne w końcu wypełniony takimi zabawkami, ale jeszcze sobie tego w pełni nie wyobrażam. A mój chłopak, w ogóle jakis odrealniony jest, niby wie, ale nie wie 😛 A mała wychodzi już za 7tyg i zacznie się jazda 😛
    Pozdrawiam :*

  • Grające zabawki to najgorsza rzecz na świecie – nie sądziłam, że jest na to tak proste rozwiązanie 🙂

  • Katarzyna Wójcik Respendowicz

    Ja też zaklejałam taśmą te ustrojstwa:)

  • Przekaże artykuł znajomym młodym rodzicom 🙂

  • Moja siostra kiedyś dostałą taką co aktywowała się gdy ktoś koło niej przeszedł :/.. Tragedia!