Parenting

5 wspomnień, których chce dla mojego syna

wspomnienia

Moje dzieciństwo nie było niezwykłe. Było, jak większości dzieciaków urodzonych w tym samym czasie. Dla mnie jednak było wymarzone. Teraz, mając 30 lat na karku i własne dziecię, nie zmieniłabym w nim nic. Wracam do tych chwil ze wzruszeniem. Choć po porodzie wzrusza mnie wszystko, więc nie wiem czy to coś znaczy 🙂

Wspomnienia mojego dzieciństwa

1. Wieczory to był taki magiczny moment dnia. Tuż po tym, jak wybiegłam w piżamce do pokoju i wskoczyłam pod kołdrę, darłam się wniebogłosy do mamy w drugim pokoju „chodź dać buziaka na dobranoc!!!”. To te słowa właśnie rozpoczynały najlepszą część wieczoru. To wtedy mogłam porozmawiać o wszystkim, opowiedzieć niestworzone historie, zadać tysiąc pięćset sto dziewięćset pytań i w końcu paść ze zmęczenia. Ten czas, to był czas wyłącznie dla mnie. Teraz zupełnie nie wiem, czy trwał 5, 10 czy 50 minut. Pamiętam, że moim wydzieraniu się, mama przychodziła, kładła się obok mnie i pozwalała się wymęczyć do końca.

Teraz, mój wspólny wieczór z Młodym, rozpoczyna się od karmienia, całej listy kołysanek i mnóstwa przytulania. I już nie mogę doczekać się, kiedy dołączą do tego rozmowy o rzeczach ważnych i nieważnych. Wiem na pewno, że te chwilę tuż przed zaśnięciem, chcę spędzać razem z nim.

2. Nie mam bladego pojęcia, kiedy ostatni raz pisałam prawdziwy list, kartkę z wakacji zdarzało mi się wysyłać. Jednak mając lat kilka listów pisałam całkiem sporo. Ba, razem z ciocią, do której pisałam większość z nich, urządziłyśmy sobie konkurs na najdłuższy list. Możecie sobie tylko wyobrazić, ile pracy i radochy miało dziecię, które ledwo co nauczyło się kulfony stawiać i udało się mu napisać naprawdę długi list. A potem dostawałam jeszcze dłuższą odpowiedź i… od razu siadałam pisać kolejny. Czasem w kopercie znajdywałam jakieś zdjęcia, czasem pocztówkę. Oczekiwanie na list sprawiało prawie tyle samo przyjemności, co jego czytanie.

Mam nadzieję, że uda mi się nakłonić Młodego do pisania własnych listów i sprawi mu to taką samą radochę, jak mi.

3. Miałam ogromne szczęście i będąc dzieckiem miałam obie babcie, obu dziadków i prababcie. Całą armię gotową do rozpieszczania. I muszę przyznać, że całkiem nieźle im to wychodziło. Mnóstwo czasu spędziłam w domach moich dziadków, najpierw zamiast przedszkola, a potem już w szkolnych czasach, to u nich czekałam na powrót rodziców z pracy. Dla wszystkich, którzy zaraz zaczną grzmieć, że takie rozpieszczanie jest złe i potem to już tylko trzeba dzieci prostować – doskonale wiedziałam, że u babci mogę marudzić i prosić o trzeci obiad, a w domu to nie przejdzie. Nikt specjalnie nie musiał mi tego tłumaczyć. A babci jestem niezmiernie wdzięczna, za te obiady, karmienie na parapecie (wyobraźcie sobie, że tylko tam chciałam jeść) i deseczkę przygotowaną, żebym miała na czym usiąść w piaskownicy (kto by pomyślał, że taka dama ze mnie była… kiedyś 🙂 ).

Liczę na to, że choć do swoich dziadków ma znacznie dalej niż ja, będą go rozpieszczać równie mocno. A biorąc pod uwagę, że widzimy się całkiem rzadko, mają na to moje pełne przyzwolenie.

4. Od zawsze uwielbiałam zwierzaki, wszystkie bez wyjątku. Z tą miłością musieli się zmierzyć moi rodzice. Na szczęście starszy brat mocno przetarł ten szlak i w domu spokojnie mogły pojawiać się (oprócz stale bytującego psa) chomiki, rybki, króliki i żółwie. To nich wyżywałam swoje matczyne zapędy i próbowałam się opiekować. Nie raz z lenistwa, nie raz z niewiedzy ta opieka wychodziła raczej gorzej niż lepiej, ale rodzice mnie wspierali. Ta miłość poskutkowała obowiązkową obecność zwierzaka w dorosłym życiu. Dlatego nam towarzyszy kot (obecnie na wywczasie… no gdzie, jak nie u dziadków 🙂 ). Ale już teraz wiem, że Młody również w odpowiednim momencie, będzie mógł przygarnąć swoje własne stworzenie i poznać ciężar odpowiedzialności. Mam nadzieję, że tak jak w moim przypadku, i w jego żadne zwierzę na tym nie ucierpi 😉

5. Ostatnie wspomnienie należy do mojego męża. Być może właśnie w tamtym momencie narodziła się jego miłość do roweru i właśnie z tego powodu nasza piwnica zawalona jest kilkoma jego rowerami… Obstawiam, że większość z nas ma podobne wspomnienia, choć jak właśnie się przekonałam, mogą się różnić diametralnie. Mój mąż miał niebieskiego Reksia, ja zielonego składaka. On – jeździł bez bocznych kółek, ja – nie wyobrażałam sobie jazdy bez nich. On – kiedy zobaczył, że jedzie sam, ucieszył się, że w końcu się udało, ja – darłam się z przerażeniem na ojca, że mnie puścił. Jednak pierwsza udana jazda na rowerze daje pewne poczucie samodzielności, niezależności i sprawczości. Od tego momentu na wspólnych wycieczkach można gnać przed siebie, nie patrząc na rodziców.

Nie wiem, kto za Młodym będzie biegał z kijem, pewnie oboje. Nie wiem, przy kim z nas po raz pierwszy ruszy w świat sam, ale mam nadzieję, że sprawi mu to ogromną radochę, którą zapamięta na długo.

Dobrych wspomnień z dzieciństwa mam w głowie całą masę. Chciałabym, żeby Młody również swoje dzieciństwo wspominał w kolorowych barwach. Zrobię, co w mojej mocy, żeby właśnie tak się stało. I postaram się przekazać mu całe dobro, które spotkało mnie, kiedy byłam małym szczylem.

fot. unsplash/pixabay.com

 

Zobacz także

  • Bardzo ładne i sentymentalne wspomnienia. Najważniejsze to kochać i dawać dzieciom tego wyraz każdego dnia. I wtedy za kilkanaście lat to one będą wspominać te cudowne chwile. Pozdrawiam

  • Sarkazm przy kawie

    O tak, to bardzo ważne, żeby wyposażyć dziecko w takie magiczne chwile i wspomnienia. Bezcenne.

  • Myślę, że we wspomnieniach wcale nie chdozi o konkretne rzeczy, ani żeby je powtarzać, bo przyszło nam żyć w innych czasach, lecz o robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność. Ja mam totalnie inne – a też je uwielbiam. Faktycznie głównie z dziadkami. Mało pamiętam rodziców – nie wiem czemu – bardziej dziadkowie mi się w pamięc werżnęli 🙂 PAmiętam jak dziadek uczył mnie miłości do przyrody, zbieraliśmy razem grzyby, chodziliśmy do lasu, rwaliśmy wspólnie róże. I babcia która przemycała dla mnie najlepsze kąski w domu 🙂 Tu chodzi o podejście, o przekazywanie miłości. NIe o konkretną rzecz czy czynność.